2013 był dla mnie rokiem przełomowym bez dwóch zdań. Pierwszej połowy nie wspominam najlepiej. Wakacje były wspaniałe. Jesień przyniosła ogromną tragedię. Chciałabym napisać co innego, ale nie mogę. To nie był najlepszy rok. Jego końcówka zdeterminowała cały mój ogląd. Wierzę jednak, że limit nieszczęść został wyczerpany i kolejne 12 miesięcy przyniosą coś dobrego.
Nim zaproszę Was do tej długiej lektury, zaprezentuję jeszcze przedostatnie efekty grudniowych projektów.
Dzień 29. Dowolny cytat: Co dla jednych jest podłogą, dla innych jest sufitem.
Dzień 30. Cytat z piosenki, której ogólnie nie lubicie, ale jakiś fragment z niej do was przemawia: Tylko jedna chwila, jak fenoloftaleina, zabarwi dzień.
Styczeń, początek roku. Rozstanie z chłopakiem po bardzo krótkim związku. Pierwsze w życiu zagrożenia - z w-fu i WOSu (żenua). Pamiętam też kolejne afery z udziałem chłopaków z mojej klasy - rozpylenie gazu pieprzowego i ewakuacja sali gimnastycznej, pobicie chłopaka z humana, nasilone szykany w stosunku do nowego w naszej klasie, kradzież pilota do tablicy interaktywnej oraz słuchawek z sali informatycznej, zachlapanie całej podłogi w klasie brudną wodą z wiadra... Podstawówka, nie szkoła średnia. Dobrze, że to już przeszłość, bo atmosfera była wtedy naprawdę niefajna.
Przełom stycznia i lutego to ferie zimowe. Wspominam je jako leniwe i spokojne, pracowite dopiero na końcu, kiedy to zaczynałam przygotowania do sprawdzianu semestralnego z matmy, który i tak kompletnie położyłam. Koniec lutego był skrajnie trudny. Mój stan psychiczny był w tak opłakanym stanie, że rozważałam już różne rozwiązania... Argumentów za zakończeniem wszystkiego znalazłam 26, za życiem - 5. Właśnie tych pięciu zaczęłam kurczowo się trzymać.
Marzec w dalszym ciągu był walką z czarnymi chmurami, które zasnuły mój umysł. Ciągle nie mogłam stanąć na nogi. Koniec miesiąca i Wielkanoc spędzona jak zawsze u babci w Warszawie. Śnieg, który zaskoczył wszystkich. To były prawdziwe białe święta!
Po raz drugi udało mi się zakwalifikować do finału dwóch konkursów polonistycznych, zatem pod koniec kwietnia ponownie ruszyłam do stolicy! Niestety, tym razem nie udało się nic osiągnąć, ale i tak jestem z siebie dumna. W końcu z mojego miasta oprócz mnie dostały się tylko dwie osoby!
Majówka i koncert Ewy Farny. Choć nie jestem jej fanką, bardzo mi się podobało. Zaraz potem matury, a więc wolne po raz ostatni. Nerwowe sprawdzanie arkuszy i myśl, że następny w kolejce jest już mój rocznik...
Czerwiec - mój ulubiony miesiąc. Pierwsza w życiu próbna matura, w dodatku z matematyki. Napisana na 62%, czyli całkiem dobrze, zważywszy na moje ówczesne przeboje z tym przedmiotem. Niedługo potem wizyta prof. Krzysztofa Szwagrzyka w naszej szkole - bardzo ciekawe i wzruszające spotkanie. Tydzień później premiera filmu "Kwatera Ł" i spotkania z kombatantami... To był bardzo gorący dzień, zarówno pod względem pogody, jak i emocji. 22 czerwca - moja osiemnastka, spędzona w gronie rodzinnym. Zawsze wyobrażałam ją sobie inaczej, ale jakoś odwidziały mi się huczne imprezy, ostro zakrapiane alkoholem. Tydzień później długo oczekiwane zakończenie roku szkolnego. Pamiętam ten dzień jako strasznie zabiegany i męczący. II klasę zakończyłam ze średnią 4,0 i zachowaniem bardzo dobrym. Byłam bardzo zadowolona ze świadectwa. Wieczorem świętowaliśmy rozpoczęcie wakacji wraz z częścią klasy. Dziwne, bo rzadko integrujemy się w ten sposób, ale to był naprawdę udany dzień.
Wakacje! Gorąco było w tym roku... Nieraz termometry wskazywały 37 stopni! Na samym początku Marsz Pamięci Ofiar Ludobójstwa na Kresach, w którego organizację oczywiście byłam zaangażowana. Bardzo smutny i wzruszający dzień. Przeżywałam to przez kilka następnych dni. W lipcu zapisałam się na kurs prawka! Pierwszej jazdy nie zapomnę chyba do końca życia. Miesiąc mijał na wypadach do Wrocławia, spędzaniu czasu na działce, chodzeniu na wykłady, kolejnych jazdach i oczywiście leniuchowaniu. Wtedy odebrałam też dowód osobisty i poczułam się taka... dorosła. Pierwszy raz w życiu byłam na festiwalu filmowym - Nowe Horyzonty były strzałem w dziesiątkę.
Sierpień był dużo ciekawszym miesiącem. Znów byłam u babci w Wawie. Kino, zakupy, restauracje, kawiarnie, spacery - cudowny chillout. Następny był pobyt na Ukrainie! Po raz drugi zakochałam się w tym kraju. Zwiedziłam wiele ciekawych i pięknych miejsc, poznałam trochę kulturę, język i jedzenie. Nie wszystko było jednak kolorowe - obrzydliwe obiady i brud w niektórych hotelach, wydzielany papier toaletowy lub jego brak w toaletach publicznych, dziury w podłodze zamiast sedesu, nie zawsze życzliwi ludzie i prawie 7 godzin stania na granicy... Mimo to uważam ten wyjazd za jeden z najlepszych ever. Bodajże tydzień po powrocie do Polski zdałam egzamin teoretyczny - udało się za pierwszym razem! Ostatniego dnia wakacji mój Wujek trafił do szpitala. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że to był początek koszmaru.
Na rozpoczęcie roku nie poszłam, bo miałam w tym czasie jedną z końcowych jazd. Zmieniło nam się kilkoro nauczycieli: od angielskiego (niestety na gorsze), WOSu (na lepsze) i w-fu (przynajmniej nie trzeba się męczyć). Po dwóch latach zrezygnowałam z etyki i wróciłam na religię. 5 września Wujek przeszedł operację, którą spieprzono. Dwukrotne zatrzymanie akcji serca, reanimacja, śpiączka. Żyliśmy nadzieją, że wkrótce się obudzi, że wszystko wróci do normy... Kilka dni później miałam pierwszy egzamin praktyczny, który oczywiście oblałam. W tym czasie zmarł nasz woźny i wszystkie klasy trzecie zostały oddelegowane na pogrzeb. Potem kolejny egzamin - znów niezdany. Pod koniec września złożyliśmy wstępne deklaracje maturalne. Temat na ustną: "Symbolika liczb w literaturze". Poniosło mnie.
2 października był dla mnie szczęśliwym dniem. W końcu zdałam egzamin! Nie bez powodu funkcjonuje powiedzenie: "do trzech razy sztuka". Druga połowa miesiąca była dość imprezowa jak na mnie, ponieważ moje dwie przyjaciółki obchodziły osiemnastki.
8 listopada, po dwóch miesiącach w śpiączce, zmarł mój Wujek. Pierwszy raz straciłam kogoś z tak bliskiej rodziny. Tamten czas był istnym koszmarem... Pogrzeb... To wydarzenie zmieniło strasznie dużo. Wasze wsparcie bardzo mi pomogło. Koniec listopada zaś był maratonem próbnych matur.
Nadszedł grudzień, świąteczny miesiąc. Poznaliśmy wyniki próbnych - plan minimum został wykonany, więc w maju może być tylko lepiej. Ostatnia klasowa wigilia - w końcu! Święta - długo wyczekiwane, najsmutniejsze i najgorsze w całej historii... Dzielenie się opłatkiem w kompletnej ciszy, płacz przy stole, jeden talerz mniej...
Sylwestra spędzam na imprezie. Znajomi wynajęli klub, zapowiada się fajnie, już nie mogę się doczekać! Będzie zabawa, będzie się działo... :D A Wy jakie macie plany?
Od kilku lat nie robiłam sobie postanowień noworocznych, ale tym razem zdecydowałam inaczej.W końcu...
Oto i one:
1. Dobrze zdać maturę
Co znaczy "dobrze"? Wystarczająco, aby wypełnić punkt numer dwa.
2. Dostać się na studia w Warszawie
Czy to będzie UW, czy SGGW - nevermind - byle się gdzieś załapać.
3. Mieć ładne świadectwo na koniec szkoły
Nigdy specjalnie nie zależało mi na ocenach; o czerwony pasek walczyłam tylko w podstawówce i ostatniej klasie gimbazjum. Teraz chcę przynajmniej uniknąć dopów.
4. Zmienić wygląd
...a na pewno fryzurę! Dosyć mam już prostej grzywki i długich włosów. Koniec z prostowaniem, układaniem i męczącym rozczesywaniem! Mam już pewną szaloną wizję, którą zamierzam wcielić w życie na wakacjach.
5. Przestać się bać prowadzenia auta
Prawo jazdy od października w portfelu, a mnie nadal skacze ciśnienie po samym zajęciu miejsca za kierownicą (o parkowaniu nawet nie wspomnę).
6. Być mniej aspołeczna
Spora zmiana, jaką będzie wyprowadzka na studia, to dobry motywator do socjalizacji.
7. Rzucić w końcu palenie
Obiecywałam to sobie milion razy, ale ponad dwa lata trucia się to już wystarczająco długo.
8. Zwalczyć kryzys czytelniczy
Czuję się strasznie głupio jako osoba nieczytająca, więc za punkt honoru stawiam sobie powrót do książek!
9. Carpe Diem
Chwytać każdą chwilę i doceniać to, co jest TERAZ. Po prostu cieszyć się życiem.
9 postanowień. 9 - ostatnia cyfra, przez chrześcijan uważana za absolutną doskonałość. Symbolizuje też zmiany, nadejście czegoś nowego. Jak widać, przygotowania do tematu ustnej pełną parą! :D
Szczęśliwego Nowego Roku, kochani!!! <3
Nim zaproszę Was do tej długiej lektury, zaprezentuję jeszcze przedostatnie efekty grudniowych projektów.
| 29 grudnia - ruski! |
| 30 grudnia - najlepszy na poprawę humoru <3 |
Dzień 29. Dowolny cytat: Co dla jednych jest podłogą, dla innych jest sufitem.
Dzień 30. Cytat z piosenki, której ogólnie nie lubicie, ale jakiś fragment z niej do was przemawia: Tylko jedna chwila, jak fenoloftaleina, zabarwi dzień.
***
Styczeń, początek roku. Rozstanie z chłopakiem po bardzo krótkim związku. Pierwsze w życiu zagrożenia - z w-fu i WOSu (żenua). Pamiętam też kolejne afery z udziałem chłopaków z mojej klasy - rozpylenie gazu pieprzowego i ewakuacja sali gimnastycznej, pobicie chłopaka z humana, nasilone szykany w stosunku do nowego w naszej klasie, kradzież pilota do tablicy interaktywnej oraz słuchawek z sali informatycznej, zachlapanie całej podłogi w klasie brudną wodą z wiadra... Podstawówka, nie szkoła średnia. Dobrze, że to już przeszłość, bo atmosfera była wtedy naprawdę niefajna.
Przełom stycznia i lutego to ferie zimowe. Wspominam je jako leniwe i spokojne, pracowite dopiero na końcu, kiedy to zaczynałam przygotowania do sprawdzianu semestralnego z matmy, który i tak kompletnie położyłam. Koniec lutego był skrajnie trudny. Mój stan psychiczny był w tak opłakanym stanie, że rozważałam już różne rozwiązania... Argumentów za zakończeniem wszystkiego znalazłam 26, za życiem - 5. Właśnie tych pięciu zaczęłam kurczowo się trzymać.
Marzec w dalszym ciągu był walką z czarnymi chmurami, które zasnuły mój umysł. Ciągle nie mogłam stanąć na nogi. Koniec miesiąca i Wielkanoc spędzona jak zawsze u babci w Warszawie. Śnieg, który zaskoczył wszystkich. To były prawdziwe białe święta!
Po raz drugi udało mi się zakwalifikować do finału dwóch konkursów polonistycznych, zatem pod koniec kwietnia ponownie ruszyłam do stolicy! Niestety, tym razem nie udało się nic osiągnąć, ale i tak jestem z siebie dumna. W końcu z mojego miasta oprócz mnie dostały się tylko dwie osoby!
Majówka i koncert Ewy Farny. Choć nie jestem jej fanką, bardzo mi się podobało. Zaraz potem matury, a więc wolne po raz ostatni. Nerwowe sprawdzanie arkuszy i myśl, że następny w kolejce jest już mój rocznik...
Czerwiec - mój ulubiony miesiąc. Pierwsza w życiu próbna matura, w dodatku z matematyki. Napisana na 62%, czyli całkiem dobrze, zważywszy na moje ówczesne przeboje z tym przedmiotem. Niedługo potem wizyta prof. Krzysztofa Szwagrzyka w naszej szkole - bardzo ciekawe i wzruszające spotkanie. Tydzień później premiera filmu "Kwatera Ł" i spotkania z kombatantami... To był bardzo gorący dzień, zarówno pod względem pogody, jak i emocji. 22 czerwca - moja osiemnastka, spędzona w gronie rodzinnym. Zawsze wyobrażałam ją sobie inaczej, ale jakoś odwidziały mi się huczne imprezy, ostro zakrapiane alkoholem. Tydzień później długo oczekiwane zakończenie roku szkolnego. Pamiętam ten dzień jako strasznie zabiegany i męczący. II klasę zakończyłam ze średnią 4,0 i zachowaniem bardzo dobrym. Byłam bardzo zadowolona ze świadectwa. Wieczorem świętowaliśmy rozpoczęcie wakacji wraz z częścią klasy. Dziwne, bo rzadko integrujemy się w ten sposób, ale to był naprawdę udany dzień.
Wakacje! Gorąco było w tym roku... Nieraz termometry wskazywały 37 stopni! Na samym początku Marsz Pamięci Ofiar Ludobójstwa na Kresach, w którego organizację oczywiście byłam zaangażowana. Bardzo smutny i wzruszający dzień. Przeżywałam to przez kilka następnych dni. W lipcu zapisałam się na kurs prawka! Pierwszej jazdy nie zapomnę chyba do końca życia. Miesiąc mijał na wypadach do Wrocławia, spędzaniu czasu na działce, chodzeniu na wykłady, kolejnych jazdach i oczywiście leniuchowaniu. Wtedy odebrałam też dowód osobisty i poczułam się taka... dorosła. Pierwszy raz w życiu byłam na festiwalu filmowym - Nowe Horyzonty były strzałem w dziesiątkę.
Sierpień był dużo ciekawszym miesiącem. Znów byłam u babci w Wawie. Kino, zakupy, restauracje, kawiarnie, spacery - cudowny chillout. Następny był pobyt na Ukrainie! Po raz drugi zakochałam się w tym kraju. Zwiedziłam wiele ciekawych i pięknych miejsc, poznałam trochę kulturę, język i jedzenie. Nie wszystko było jednak kolorowe - obrzydliwe obiady i brud w niektórych hotelach, wydzielany papier toaletowy lub jego brak w toaletach publicznych, dziury w podłodze zamiast sedesu, nie zawsze życzliwi ludzie i prawie 7 godzin stania na granicy... Mimo to uważam ten wyjazd za jeden z najlepszych ever. Bodajże tydzień po powrocie do Polski zdałam egzamin teoretyczny - udało się za pierwszym razem! Ostatniego dnia wakacji mój Wujek trafił do szpitala. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że to był początek koszmaru.
Na rozpoczęcie roku nie poszłam, bo miałam w tym czasie jedną z końcowych jazd. Zmieniło nam się kilkoro nauczycieli: od angielskiego (niestety na gorsze), WOSu (na lepsze) i w-fu (przynajmniej nie trzeba się męczyć). Po dwóch latach zrezygnowałam z etyki i wróciłam na religię. 5 września Wujek przeszedł operację, którą spieprzono. Dwukrotne zatrzymanie akcji serca, reanimacja, śpiączka. Żyliśmy nadzieją, że wkrótce się obudzi, że wszystko wróci do normy... Kilka dni później miałam pierwszy egzamin praktyczny, który oczywiście oblałam. W tym czasie zmarł nasz woźny i wszystkie klasy trzecie zostały oddelegowane na pogrzeb. Potem kolejny egzamin - znów niezdany. Pod koniec września złożyliśmy wstępne deklaracje maturalne. Temat na ustną: "Symbolika liczb w literaturze". Poniosło mnie.
2 października był dla mnie szczęśliwym dniem. W końcu zdałam egzamin! Nie bez powodu funkcjonuje powiedzenie: "do trzech razy sztuka". Druga połowa miesiąca była dość imprezowa jak na mnie, ponieważ moje dwie przyjaciółki obchodziły osiemnastki.
8 listopada, po dwóch miesiącach w śpiączce, zmarł mój Wujek. Pierwszy raz straciłam kogoś z tak bliskiej rodziny. Tamten czas był istnym koszmarem... Pogrzeb... To wydarzenie zmieniło strasznie dużo. Wasze wsparcie bardzo mi pomogło. Koniec listopada zaś był maratonem próbnych matur.
Nadszedł grudzień, świąteczny miesiąc. Poznaliśmy wyniki próbnych - plan minimum został wykonany, więc w maju może być tylko lepiej. Ostatnia klasowa wigilia - w końcu! Święta - długo wyczekiwane, najsmutniejsze i najgorsze w całej historii... Dzielenie się opłatkiem w kompletnej ciszy, płacz przy stole, jeden talerz mniej...
Sylwestra spędzam na imprezie. Znajomi wynajęli klub, zapowiada się fajnie, już nie mogę się doczekać! Będzie zabawa, będzie się działo... :D A Wy jakie macie plany?
Od kilku lat nie robiłam sobie postanowień noworocznych, ale tym razem zdecydowałam inaczej.W końcu...
Oto i one:
1. Dobrze zdać maturę
Co znaczy "dobrze"? Wystarczająco, aby wypełnić punkt numer dwa.
2. Dostać się na studia w Warszawie
Czy to będzie UW, czy SGGW - nevermind - byle się gdzieś załapać.
3. Mieć ładne świadectwo na koniec szkoły
Nigdy specjalnie nie zależało mi na ocenach; o czerwony pasek walczyłam tylko w podstawówce i ostatniej klasie gimbazjum. Teraz chcę przynajmniej uniknąć dopów.
4. Zmienić wygląd
...a na pewno fryzurę! Dosyć mam już prostej grzywki i długich włosów. Koniec z prostowaniem, układaniem i męczącym rozczesywaniem! Mam już pewną szaloną wizję, którą zamierzam wcielić w życie na wakacjach.
5. Przestać się bać prowadzenia auta
Prawo jazdy od października w portfelu, a mnie nadal skacze ciśnienie po samym zajęciu miejsca za kierownicą (o parkowaniu nawet nie wspomnę).
6. Być mniej aspołeczna
Spora zmiana, jaką będzie wyprowadzka na studia, to dobry motywator do socjalizacji.
7. Rzucić w końcu palenie
Obiecywałam to sobie milion razy, ale ponad dwa lata trucia się to już wystarczająco długo.
8. Zwalczyć kryzys czytelniczy
Czuję się strasznie głupio jako osoba nieczytająca, więc za punkt honoru stawiam sobie powrót do książek!
9. Carpe Diem
Chwytać każdą chwilę i doceniać to, co jest TERAZ. Po prostu cieszyć się życiem.
9 postanowień. 9 - ostatnia cyfra, przez chrześcijan uważana za absolutną doskonałość. Symbolizuje też zmiany, nadejście czegoś nowego. Jak widać, przygotowania do tematu ustnej pełną parą! :D
Szczęśliwego Nowego Roku, kochani!!! <3



oo, to życzę Tobie spełnienia WSZYSTKICH marzeń, postanowień, a za rok będziemy już postanawiać z Warszawy : ) może ten rok nie był najlepszy, może faktycznie limit się wyczerpał. współczuję z powodu wujka.. to strasznie przykre. odejście zawsze się wiąże z takimi emocjami.
OdpowiedzUsuńw każdym razie jestem pełna podziwu, że umiałaś sobie tak wszystko skrupulatnie podsumować, ja mam wrażenie, że nie wiem, co się u mnie konkretnie działo.
trzymaj się i wszystkiego dobrego w nowym roku!
SUBSKRYBUJESZ LOREIN, SŁUCHASZ LOREIN, COOOO?! .____. BOŻE, UWIELBIAM CIĘ!
OdpowiedzUsuńnie przeczytałam jeszcze podsumowania (nadrobię), ale postanowienia piękne są! ;)
Mam nadzieję, że nadchodzący rok będzie dla ciebie lepszy :)
OdpowiedzUsuńSpokojnie ja też na początku strasznie się bałam jeździć- nawet uszkodziłam minimalnie auto :D, no może nie minimalnie ale dało się z tym jeździć, a gdy rodzice zmienili samochód na diesla to już była masakara bo nie mogłam się przestawić ale teraz nawet po długiej przerwie w miarę spokojnie wsiadam do samochodu.
Życzę Ci zadowolenia z życia i samej siebie pomimo tego, że są ciągle sytuacje, które bardzo dołują.
OdpowiedzUsuńRzuć palenie, to nic nie daje, zabija tylko powoli.
zycze Ci zeby 2014 rok byl o wiele lepszy dla Ciebie...
OdpowiedzUsuńxoxo
ankagrzanka.blogspot.com
Rozpisałaś się :). Warto tak sobie wszystko podsumować, ale ja się boję, bo nie wiem czy coś wartościowego osiągnęłam. Ruski mnie przeraża, Żyłę kocham. Styczeń zeszłego roku był dla mnie natomiast nudą na potęgę. Potem nic ważnego, urodziny z koleżanką, szukanie biletów w koszu na śmieci w galerii :D. Znowu przejmowanie się ocenami - teraz mam wszystko w ****, wycieczka klasowa. Wakacje w górach, w Polsce. DUUUŻO przyjazdów do Opola. Bycie singielką... kurde też mogłam coś takiego napisać! Poza tym życzę Tobie siły. Osiągnięcia sukcesów, tych naprawdę ważnych...
OdpowiedzUsuńNo, dziękuję. Tak jak pisałam, chyba wszystko zależy od ludzi i jednak trochę od dzielnicy, bo w większych miastach jest naprawdę pomiędzy nimi przepaść.
OdpowiedzUsuńNastępny rok będzie lepszy, tylko trzeba w to wierzyć. :) Mimo, że na prawo jazdy mogę zdawać dopiero za kilka lat, ale już teraz na myśl, że w przyszłości mam siąść za kółkiem, dostaję drgawek. Życzę pomyślnego zdania matury i żebyś w końcu rzuciła palenie, bo z tego nic dobrego nie wynika. No i żebyś się na te studia dostała. Ogółem, aby w Nowym Roku udało Ci się zrealizować wszystkie te postanowienia. :)
OdpowiedzUsuńŚwietny post! W moim życiu dzieje się tak mało, że kilka miesięcy mogłabym opisać tak samo, zresztą mało co pamiętam żeby wszelkie wydarzenia rozmieścić czasowo. O! Na szczęście mam kalendarz w którym co nieco notowałam ;)
OdpowiedzUsuńSylwester to dobry czas na odreagowanie po całym roku :D Baw się dobrze! :)
Mam nadzieję, że uda Ci się spełnić swoje postanowienia! :) Udanego sylwestra i szczęśliwego nowego roku!
OdpowiedzUsuń✌ blog
Ooo, widzę, że nie tylko u mnie dzisiaj podsumowanie roku ;)
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki, aby rok 2014 był dla Ciebie tylko lepszy. Żebyś spełniła wszystkie swoje marzenia, żebyś pomyślnie zdała maturę. Żebyś żyłą chwilą, nie zwracając uwagi na komentarze i opinie innych. Żebyś była sobą.
Tego oraz zajebistej zabawy na Sylwestra (ja też dzisiaj idę na imprezę- pierwszą taką "prawdziwą" w moim życiu; bardzo się ekscytuję!)
www.just-after-sunset.blogspot.com
Życzę Ci aby Nowy Rok był lepszy od tego, który się kończy. I żebyś już nigdy nie miała takich czarnych myśli, takich pesymistycznych dni. Ten rok i dla mnie był inny od poprzednich gdyż pierwszy raz zmarła tak bliska mi osoba. Jednak czas przyzwyczaił mnie do nowej sytuacji i życie toczy się dalej. Wiem, że dziadek chciałby żebym była szczęśliwa, dlatego marzę o tym, by 2014 rok był rokiem udanym a ja postaram się dołożyć wszelkich starań aby takim go stworzyć ;)
OdpowiedzUsuńŻyczę udanej zabawy sylwestrowej :) Baw się dobrze.
Ja spędzam Sylwestra w domu.. ;]
Pozdrawiam :)
Dużo upadków i wzlotów i tak w kółko.
OdpowiedzUsuńCieszę się, że udało Ci się poukładać życie po tak trudnym początku roku, a potem, że dałaś radę z tak smutną końcówką. Mam nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej ;)
Mam nadzieję, że ten nowy rok okaże się dla Ciebie o wiele lepszy, a maturę zdasz baardzo, baardzo dobrze, w końcu pilnie się do niej przygotowujesz. :) Trzymam kciuki też, żebyś dostała się na wymarzoną uczelnię. Warszawa. <3 Kocham to miasto. :) Również życzę udanego Sylwestra i Nowego Roku. Ja Sylwester spędzam w domu. ~burza--mysli~
OdpowiedzUsuńMiałaś ciężki rok, oby następny był o niebo lepszy i powodzenia w spełnieniu postanowień.
OdpowiedzUsuńJa postanowienia ustalam sobie zawsze :D. A z prawem jazdy mam odwrotnie - pomimo, że posiadam, to nie mam czym jeździć, niestety. Co do czytania - to ja mam nadwyżkę, ale to wszystko wina studiów filologicznych :).
OdpowiedzUsuńTrzymaj się ciepło i WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO, mam nadzieję, że ten rok, 2014, okaże się łaskawy i pełen samych pozytywnych rzeczy, które zdominują Twoje życie! :)
W życiu różnie bywa, raz gorzej, raz lepiej. Życzę Ci aby ten rok był lepszy od poprzedniego. Życzę Ci Warszawy, dokładnie, byle by się gdzieś załapać ;D. Życzę Ci spokoju i wypełnienia postanowień. Trzymaj się Anna! ;)
OdpowiedzUsuńFaktycznie dużo miłych i tych niemiłych rzeczy spotkało Cię w ubiegłym roku, więc teraz z całego serduszka życzę Ci, żeby ten 2014 rok był lepszy! :)
OdpowiedzUsuńMyślisz o jakimś konkretnym kierunku studiów, czy na razie jesteś pewna, że po prostu chcesz trafić na którąś z wymienionych warszawskich uczelni? A co do zmiany fryzury, to ja strasznie chciałabym mieć prostą grzywkę, ale niestety włosy mi się falują, a nie chcę się zaprzyjaźniać na stale z prostownicą... :(
Życzę Ci, żebyś ten rok mogła wspominać jak najlepiej :)
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam podsumowanie *obiecałam, że nadrobię!*. Ja nie wiem, jak ludzie piszą takie rzeczy ze szczegółami, mi wiele rzeczy umyka. Życzę, aby 2014 był lepszy, abyś zdała maturę jak najlepiej i spełniło się wszystko, czego chcesz :*
OdpowiedzUsuńhttp://ask.fm/KasiaaZ Popytasz ? :D Może być z anonima :D
OdpowiedzUsuńMiejmy nadzieję, że będzie tylko lepiej. Ale masz dziwną klasę, gaz itp. Ja miałam dość patologicznych ludzi w szkole, ale widzę są gorsi. :) A prawko zacznij wykorzystywać, przecież nie robiłaś po to, by mieć dodatkową dyskietkę w portfelu. :) Powodzenia.
OdpowiedzUsuńDla mnie ten rok też był dość burzliwy. Śmierć Babci, mojego kochanego psiaka... Teraz oby tylko rok 2014 był dla Nas pomyślny ! Trzymam kciuki za
OdpowiedzUsuńTwoje postanowienia : )
Życzę Ci spełnienia marzeń i żeby ten rok był lepszy od poprzedniego. :)
OdpowiedzUsuńA jak tam zabawa ze znajomymi? Udała się? :D
Ja połowy roku tak naprawdę nie pamiętam, więc jestem pod sporym wrażeniem Twojego podsumowania :) Widzę że ten sam rocznik, też mam w tym roku matury, przerażająca wizja spaprania ich mnie czasem nawiedza ale życzę nam obu, i Tobie i sobie, żebyśmy napisały je tak dobrze, żeby stały się później przepustką na wymarzone studia :3 Swoją drogą fajny temat prezentacji, u mnie takiego nie było i znajomi z innych szkół też takiego nie mają, oryginalnie :D
OdpowiedzUsuńŻyczę żeby ten rok był lepszy od poprzedniego, szczęścia, zdrówka, i braku tej życiowej sinusoidy - żebyś zawsze widziała te powody za a nie przeciw życiu :)
w zeszłym roku umarł mój ukochany pies, więc rozumiem Cię, jeśli chodzi o otaczającą pustkę. ciągle mam wrażenie, że zaraz wbiegnie do mojego pokoju, czy uważam, by go nie nadepnąć na dywanie, a go nie ma. ale tak jak mówisz, nowy rok, nowe życie, oby na lepsze! :)
OdpowiedzUsuńTa 13 w roku chyba na każdego podziałała. Ja też średnio podchodzę do tamtego roku, oby ten był lepszy! No i masz piękne postanowienia noworoczne, mam nadzieję, że uda ci się je wszystkie zaliczyć :D No i pamiętaj, palenie jest be, od palenia cycki OPADAJĄ!
OdpowiedzUsuńŻyła jest najlepszy!!!
OdpowiedzUsuńBLOG-klik!
Hmm, finanse i rachunkowość na pewno są wartościowym kierunkiem :)
OdpowiedzUsuńProsta grzywka może nie być męcząca po warunkiem, że ma się całkiem proste włosy, jak na przykład moja siostra. Ale znowu ona nigdy nie może ich podkręcić, zakręcić, bo nie są na to podatne :(
tamten rok byl dobry, ten bedzie lepszy!! realizuj sie i spelniaj postanowienia, trzymam kciuki :) zwlaszcza za carpe diem i NIEPALENIE!
OdpowiedzUsuńPrzykro mi z powodu swiat, oby nastepne byly radosne! I zarazem gratulacje, 62% z matmy to naprawde cos! mi zalezy zeby tylko zdac z niej....
OdpowiedzUsuń62% :o dużo.. ja pewnie nawet do połowy nie dojdę, bo teraz to jest tragedia na testach :)
OdpowiedzUsuńbananasq.blogspot.com
oby następne święta były lepsze. Ten rok był pełen zdarzeń. Życzę,żeby udało ci się torzymać postanowień
OdpowiedzUsuńja miałam koszmarne święta, najgorsze jakie miałam w całym moim życiu :(.
OdpowiedzUsuńBLOG-klik!
ja tez z tego roku nie jestem zadowolona.. :/
OdpowiedzUsuńwidzę u Ciebie dużo się wydarzyło i nie był on do końca dobry, ale 13 nie ma co się dziwić.. życzę Ci by ten był lepszy ;)
Postanowienia masz skromne, ale też ich dużoo ;) Ale wierzę w ciebie i dasz radę ;)
Matura.. mnie to czeka za rok ;)
Cytat z tym sufitem mi się spodobał ;)
Skoro tamten rok nie był jakoś specjalnie udany to ten siłą rzeczy musi być lepszy. Tego Ci życzę ! :)
OdpowiedzUsuńtaka-se-nazwa.blog.onet.pl
JAKIE OGROMNE PODSUMOWANIE! ;O hahahaha, też pamiętam jak u nas w gimnazjum rozpylili gaz, czy coś, była ewakuacja, a koleś z geografii nie pozwolił nam wychodzić bo musieliśmy pisać sprawdzian XD TO BYŁY CZASY!
OdpowiedzUsuńi w ogóle witam Piotrka Ż. dobrego na wszystko! <3
Słodziutki bałwanek <3
OdpowiedzUsuńKLIK-BLOG