czwartek, 5 czerwca 2014

Szkolne résumé

Ostatnio moje liceum zorganizowało dzień otwarty, na który oczywiście wybrałyśmy się z przyjaciółką, gdyż nie mamy akurat wiele do roboty. Zaprezentowano też nowy filmik promujący szkołę w reżyserii naszego najlepsiejszego księdza. To wszystko dało mi jakoś do myślenia, a że czasu na refleksje mam pod dostatkiem - usiadłam i myślałam.
Kiedy tata przyjechał po mnie po imprezie klasowej wieńczącej koniec szkoły 25 kwietnia, zapytał, którą ze szkół wspominam najlepiej. Pomimo zmęczenia i ewidentnego szumu w głowie, bez wahania odpowiedziałam, że podstawową. Drugie miejsce przypadło liceum, zaś najmniej honorowe, ostatnie - gimnazjum. Podstawówka to czas beztroski, wiadomo. Przerw nie spędzało się na paleniu fajek, tylko na ganianiu po boisku i rozrabianiu w ten niemądry, dziecinny sposób. Pamiętam, jak pukaliśmy do okien kucharek i uciekaliśmy, żeby nas nie nakryły. Albo wymykaliśmy się przez dziury w płocie do parku. Zakradaliśmy się do piwnicy i myszkowaliśmy po różnych pomieszczeniach. Z dziewczynkami wymieniałyśmy się karteczkami (pamiętacie ten szał?). Biegałyśmy za najfajniejszymi chłopakami w szkole, próbując zwrócić na siebie uwagę. Na dyżurach w szatni podmienialiśmy kurtki. W ostatniej klasie, jako najstarsi, wpychaliśmy się bez kolejki do sklepiku. Na przyrodzie nigdy nic nie robiliśmy, a na sprawdzianach jawnie ściągaliśmy. Na w-fie graliśmy w unihokeja albo palanta. Babka od matmy straszyła nas: Uczcie się, bo matura z matematyki was czeka! Wtedy dopiero ustalono, że będzie obowiązkowa. Śmialiśmy się z niej, bo przecież jaka matura? Byliśmy dopiero przed testem szóstoklasisty. Klasę miałam fajną, dosyć zgraną. Kłóciliśmy się bardzo często, zwłaszcza dziewczyny. Nie było jednak żadnych podziałów na lepszych czy gorszych, potrafiliśmy przyjemnie spędzać ze sobą czas. Na koniec podstawówki pojechaliśmy na wycieczkę, którą zaliczam do najlepszych ever. Byliśmy m.in. w Pradze i Skalnym Mieście, cały program był świetny, ale - jak to zwykle bywa - najważniejsze działo się dopiero w ośrodku. Przez 2 noce w ogóle nie spaliśmy - oglądaliśmy horrory, głupie komedie i teledyski, tańczyłyśmy przed wielkim lustrem na korytarzu niczym uczestniczki You Can Dance, który wówczas był na fali, urządzaliśmy sesje zdjęciowe, zajadaliśmy słodycze i chipsy, straszyliśmy się duchami i było cudownie.
Gimnazjum było zupełnie inne. Wszyscy krzywo na siebie patrzyli, więc ogólnie atmosfera była do dupy. Wszelkie odzywki w rodzaju: Na chuj się gapisz?, Masz jakiś problem?, ewentualnie Uważaj, kurwa, jak łazisz albo Chcesz wpierdol? były na porządku dziennym. Klasa trafiła mi się tym razem tragiczna, choć teraz wiem, że w liceum czekała mnie jeszcze gorsza. Był podział na: elitkę, chłopaków i całą resztę. Należałam do tej pseudoelity, choć uczestnictwo - że tak powiem - przyporządkowywała właśnie ta reszta, a nie my same. To one zaczęły nas tak nazywać. Nauczyciele byli beznadziejni. Matematyczka nauczała tak świetnie, że musiałam zacząć chodzić na korepetycje. Dobrze wspominam tylko fizyczkę, która wycisnęła z nas wszystkie soki, ale przynajmniej czegoś się nauczyliśmy. Przez pewien czas uczyła nas też całkiem przyzwoita chemiczka, dzięki której właśnie wtedy chemia była moim ulubionym przedmiotem. Osobiście przeżywałam wówczas okres buntu, zatem wszystkie zasady negowałam, a ludzi lekceważyłam. Rozrabiałam nieprzeciętnie, mama była wzywana kilkakrotnie, a telefony ze skargami zdarzały się co chwila. Pyskowałam, prowokowałam, przeszkadzałam, rozmawiałam, głośno się śmiałam, robiłam miny i prawiłam komentarze (dobra, to akurat zostało mi do dziś). Jednakże uczyłam się i nie wagarowałam. Wtedy też zaczęły się pierwsze imprezy, pierwsze kłamstwa, pierwsze prawdziwe awantury z rodzicami, pierwsze papierosy i pierwszy alkohol. W pewnym momencie wpadłam w coś, co było prawdopodobnie depresją, a nie szalejącymi hormonami. Myśli samobójcze, okaleczanie się, a potem przymusowe wizyty u szkolnego psychologa, kiedy wszystko wyszło na jaw. To był bardzo trudny i mało przyjemny czas.
Wreszcie liceum, które stanowiło dla mnie w pewnym sensie jakieś wybawienie, nowy początek. Na początku miałam spore problemy z adaptacją do nowych wymagań, obowiązków, a ilość zajęć, zadań domowych i sprawdzianów po prostu mnie przytłaczała. Zaczęłam strasznie się tym wszystkim przejmować, bez przerwy bolała mnie głowa, brzuch, nie mogłam spać. Well - high school is not for kids anymore. Jak już wspomniałam i sami zresztą wiecie z moich starych wpisów, klasa była najgorsza z możliwych. Totalne olewanie wszystkiego, brak ambicji, zainteresowań, z wyjątkiem imprez, stanowiących dla nich sens istnienia. Niedawno moja mama przyznała, że bała się, że zacznę być taka jak reszta i podziwia, że jednak tak się nie stało. W pierwszej klasie jeszcze błądziłam, będąc wciąż emocjonalnie trochę na poziomie szalonej i zbuntowanej gimnazjalistki. Imprezowałam wtedy ostro, zdarzały się jeszcze pyskówki, wyrzucanie z klasy, przeszkadzanie na niektórych lekcjach. Nim skończył się tamten rok szkolny, ogarnęłam się - dojrzałam. Wzorem potulnej uczennicy nigdy nie byłam, bo mam zupełnie inny charakter, ale ludzie zauważyli tę zmianę. W pewnym sensie uspokoiłam się, a z koleżankami przestałyśmy jakoś wpadać na różne dziwne pomysły... Imprezy przejadły mi się już dawno, na alkohol rzadko mam ochotę. Klasa była właściwie jedynym poważnym minusem liceum. Miałam cholerne szczęście trafić na naprawdę świetnych i inspirujących nauczycieli, po ludzku dobrych ludzi. Przyznam nawet, że po cichutku trochę tęsknię za niektórymi lekcjami - ciekawą biologią, czasami stresującą matmą, śmieszną religią i historią, w-fem, który równał się okienku, chemią, którą ostatecznie ponownie polubiłam, nawet trochę za angielskim i irytująco szczebioczącą nauczycielką. Tylko na polski nie wróciłabym za żadne skarby świata. Miło wspominam przerwy i wyprawy na fajeczkę, zakupy w Netto na długiej, wcinanie kanapek na parapecie, celowe hałasowanie pod drzwiami wrednej księgowej, tosty w sklepiku i pełne nadziei zaglądanie na zastępstwa (Znowu nie ma nic dla nas..., ewentualnie Jak zwykle dowalili nam polski czy Hura, nie ma jutro sprawdzianu!!!). Kurczę, no, fajnie było. 

A tak zazwyczaj wyglądałam w klasie maturalnej
Nieodwracalnie zakończyłam edukację w tradycyjnym, szkolnym wydaniu. Teraz studia, może w Warszawie, może we Wrocławiu. Chciałbym za kilka lat dobrze wspominać ten etap. Odliczam dni do wyników matur (pod datą 27 czerwca zapisałam w kalendarzu KONIEC ŚWIATA). Wygląda na to, że w lipcu wszystko się wyjaśni. Potem zacznie się już odliczanie do października.

A wy, który etap edukacji wspominacie najmilej, a o którym najchętniej byście zapomnieli?


A ta piosenka kojarzy mi się z ostatnimi dniami w liceum. Wykorzystana też w filmiku promującym szkołę. Fajnie się tego słucha.

26 komentarzy:

  1. Ja raczej bym ustawiła szkoły w takiej samej kolejności. Choć w gimnazjum lubiłam niektóre osoby z mojej klasy... no dobra, kilku chłopaków z którymi się tylko dogadywałam to nauczyciele byli okropni a nas traktowano jak więźniów. Wystarczyło, że chcieliśmy iść do sklepu to woźny nas szarpał, żebyśmy nie wyszli... porażka. Za to podstawówka. Właśnie karteczki, granie w gumę, zabawa w ścianki - Jeeej. Muszę sobie kiedyś podobne podsumowanie napisać, koniecznie ! : ) Najbardziej przykry opis z tego co napisałaś to te myśli samobójcze. Sama przez coś podobnego przechodziłam, ale nigdy nie doszło do okaleczania. Ale to już za nami. Mam nadzieję, że będziesz zadowolona z wyników maturalnych :) ja po swoje na szczęście nie idę, bo by był wstyd xd

    Wgl nie wiem co się dzieje, ale nie wyświetla mi Twoich nowych postów :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Cóż... Powiem, że z podstawóki nic nie pamiętam, naprawdę. Jedyne, co mi się kojarzy, to zabawa w dinozaury i ostatnia, szósta klasa, gdzie znalazłam wreszcie kogoś, kto choć po części rozumiał moją miłość do ostrych brzmień i schizowych seriali... Cóż, wtedy myślałam, że to naprawdę przyjaźń, którą trzeba ciągnąć. I ciągnęłam! Ale gimnazjum niestety zrujnowało mi wszystko. Nie potrafię narzekać na ludzi, nie potrafię narzekać na nauczycieli - pod tym względem wszystko jest na plusie; chodzi mi bardziej o sam okres w naszym życiu. Fakt, większość zaczyna się buntować i odwalać rzeczy, których nigdy by się po osobie nie spodziewało. To to mnie przytłaczało, ta nagła zmiana wszystkich ludzi, których trzymałam za rękę i którym pozwalałam się prowadzić. Wcześniej chcieli dobrze, ale wraz z wkroczeniem w mury szkoły, poczuciem się jakby doroślejszym, zaplanowali zniszczyć. Znasz taki stan? Myślę, że znasz, skoro miałaś problemy z samookaleczaniem się. Myślę, że doskonale byś zrozumiała, gdybyś była na moim miejscu. W każdym bądź razie sprawa zaczyna zanikać. Nie mam już styczności z tym, co było złe. Jest piąty czerwca, za dwa-trzy tygodnie opuszczam tę szkołę i mam nadzieję, że liceum otworzy przede mną coś nowego... Choć specjalnie się nie nastawiam.

    Odpowiadając na Twój komentarz z mojego bloga - skarpeteczki w kotki są najlepsze, chodzę w nich tylko wtedy, gdy czuję się bardzo, bardzo źle. To jedyny sposób na poprawę humoru. No, jest jeszcze przytulić się, no ale nie zawsze jest to możliwe.
    Niby mało - ale szkoła ta jest tak ciasna i tak niewielka, że wątpię, by zrobili aż tak liczną klasę. Niby tylko te pięć osób, ale zwyczajnie więcej się nie zmieści, no i tyle. Wybieram się aktualnie na kierunek sztuki i projektowania; nie poprzez rysunek, a wyobraźnię, którą będę mogła wówczas wykorzystać. Natomiast dalej zaplanowałam sobie studia z grafiki w mediach - strasznie, strasznie, okropnie chcę należeć do jakiejś agencji reklamowej! Ot, może chwilowe fanaberie, ale kto wie, może uda mi się gazetki w Tesco układać.

    heartfalling.blogspot

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja mam tak, że im jestem starsza tym lepiej mi w szkole. W podstawówce miałam tragiczną klasę, wychowawczyni z klas 4-6 nie znosiłam co skończyło się tym, że w 6 klasie przeszłam swój okres buntu i notorycznie nie pojawiałam się na przyrodach. W gimnazjum było lepiej, nie byliśmy jakoś szczególnie podzieleni, a wychowawcę. Teraz w sumie każdy pilnuje swojego nosa i całkiem nieźle jako klasa na tym wychodzimy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja jedynie wyrzuciłabym 2 gimnazjum ze swojego zycia, ze wzgledow osobistych. W 1 liceum dowiedzialam sie jak to jest byc zagroznym i dostawac wieciej nie 2 jedynki na rok. Teraz ide do 2lo i zmierzę się z roszerzona biologią i chemią, na pewno będzie "ciekawie" :D nie mam najlepszej szkoly, kazda ma plusy jak i minusy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Haha, u mnie identycznie, dwa zagrozenia, ale jakos dalam rade sie wykaraskac :D z ta biologią i chemia to nie chcialam wcale isc na taki profil, do teraz nie wiem jakim cudem się tam znalazłam, ale z przeniesiem sie są straszne problemy. Kto wie - moze takie bedzie moje powolanie, ale wolalam stara podstawe programowa :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Coś strasznego w tym gimnazjum się dzieje. Mój brat teraz chodzi do tego co ja uczęszczałam i przed chwilą jego wychowawczyni dzwoniła. To co ona tam wymyślała to jest śmiechu warte :)
    Już jest wszystko okej. Usunęłam i dodałam Cię ponownie do obserwowanych. Nie wiem co się zmieniło wcześniej ale teraz jest ok :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Chociaż potrafisz coś powiedzieć o swoich etapach nauczania...U mnie na miejscu najgorszy, czyli katorga, nuda i użeranie się jest podstawówka i gimnazjum razem (chodziłam do tej samej szkoły, z ta samą klasą i tymi samymi nauczycielami, właściwie nie do końca rozróżniam te okresy). W podstawówce nudziłam się, gdy próbowano nauczyć mnie rzeczy dawno mi wiadomych. Oprócz tego kłóciłam się z całą klasą i co rok miałam inną przyjaciółkę, z którą potem kłóciłam się i obrażałam na śmierć. Potem się ,,zapuszkowałam" w jednym gronie osób na podobnym poziomie co ja- czyli nie mających problemu z wypowiedzeniem spójnego zdania i zapisaniem go- i zostałam tak do końca gimbazy. Najgorsza była trzecia klasa... Właściwie najgorszy rok w moim życiu, kiedy czułam, że muszę wyrwać się z tej podłej wiochy i od tych durnych ludzi, uciec z mojej przyjaźni, nawet od tego wszystkiego co dobre. Właściwie wpadałam w te same stany co ty, godziny siedzenia w ciemnym pokoju, bezustanna myśl o śmierci, niemożność porozmawiania z kimkolwiek, cięcie się. Tyle że ja się dobrze maskowałam...I pierwszy rok w liceum, pierwszy rok w mieście wyleczył mnie prawie do końca. Co prawda dał tez nowe powody do dołowania się, ale stare zniknęły, nuda i brak perspektyw trzyma się daleko. Liceum to dla mnie najlepszy czas, choć dopiero je zaczęłam, ponieważ wreszcie przebywam z ludźmi z którymi umiem rozmawiać, których rozumiem i potrafię polubić. Wcześniejsza klasa zbyt się ode mnie różniła...
    A już najbardziej się cieszę na studia, ponieważ tam będzie jeszcze większa selekcja. czego jak czego, ale najbardziej boję się ludzi głupich i ciemnych, nie mogę znieść idiotyzmu. Kolejna ,,pamiątka" po gimbazie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja nie odliczam. Po prostu chce czegos nowego i nie moge sie doczekac, ale po drodze czekaja mnie jeszcze wakacje, na ktore nie mam planow, ale i tak chce spedzic je jak najlepiej... Planuje chodzic ze Skarbem na dzialki, wiesz, romantyczne bzdety typu lizanie sobie twarzy bez powodu. To naprawde duzy plus na tle wszystkiego co mnie dotknelo w ostatnim czasie. I niestety, jedyny. Szczerze w mojej szkole nie ma jako-takiego chamstwa, no chyba ze mowimy o pierwszakach, ale starsze klasy sa calkiem ok, nie narzekam na nie. Do szkoly ide wybudowanej trzy lata temu, pare znajomych tam chodzi i chwali, tym bardziej ze kierunek mnie interesuje, wiec - czemu nie? Zobaczymy co z tego bedzie. Zawsze bawilam sie grafika komputerowa (co widac po moim wygladzie na blogu, haha, nie cierpie wstawek stworzonych nie przeze mnie, wszystko musze ulozyc sama bo pizdzca dostaje), troche wyobrazni mam, takze moze i przyszlosciowo mi sie uda. Jak nie, poksztalce sie w innym kierunku. Mam nadzieje ze cos z tego wyjdzie mimo wszystko. :>

    heartfalling.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. ja najlepiej wspominam na razie liceum - co prawda jestem w 1 klasie ale porównując do gimbazy jest 100% lepiej
    :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja najlepiej wspominam podstawówkę, ale jeszcze tą, kiedy mieszkałam w Polsce. Najgorsze było gimnazjum. Tak jak Ty - miałam wtedy myśli samobójcze, samookaleczanie się itp., ale przeszło mi to jakoś samo z siebie. Teraz jestem w liceum i trafiłam na całkiem fajnych ludzi, ale lepsze porównanie będę miała dopiero za dwa lata, jak już skończę szkołę. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dla mnie lata szkolne od zerówki do końca liceum (14 lat) to był największy koszmar mojego życia. Każdego dnia budziłam się z pytaniem, co ja zrobiłam takiego potwornego, że zasłużyłam na tak wielką karę. Nienawidziłam budynków, ludzi i marnotrawienia czasu. Niewiele mądrości ze szkoły wyniosłam i nigdy nie stwierdzę, że to były fajne czasy. Aż mnie telepie na samo ich wspomnienie.
    Życie zaczęło się dla mnie na studiach - każdemu polecam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Cóż, jak na razie w liceum czuję się najlepiej. Miałam dość sporego pecha do ludzi i ta słodka niewinna podstawówka to był jeden wielki test na odporność mojej psychiki. W gimnazjum było trochę lepiej, ale jakoś tak tylko poszczególne miesiące i chwile wspominam dobrze. Ale ja w przeciwieństwie do ciebie zawsze byłam grzecznym i porządnym dzieciakiem (nigdy nie piłam, nie paliłam, a do imprez też mnie nie ciągnie) i moja mama nigdy nie miała ze mną kłopotów. Ogólnie nie miałąm też żadnych myśli samobójczych, choć czasami (do teraz tak mam) mam ataki depresji Jednak i na to znalazłam sposób i jakoś sobie radzę. A twoje studnia na pewno będziesz kiedyś dobrze wspominać :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja dopiero chodzę do pierwszej gimnazjum i już wiem, że gimnazjum jest lepsze od podstawówki w moim przypadku. Dlaczego? U mnie jest zespół szkół - czyli przedszkole, podstawówka i gimnazjum razem... Powiem krótko - od początku wszyscy się ze mnie nabijali, wyzywali, popychali itd., więc te myśli samobójcze itd. miałam w podstawówce. W podstawówce chodziłam do psychologa, mama była wzywana do szkoły, a w gimnazjum jest całkiem inaczej. Moja klasa jest cudowna, potrafię się z każdym dogadać bez problemu, w razie czego jest od kogo spisać zadanie (w końcu klasa politechniczna), a te teksty typu "Chuj Ci do tego?" jeśli padają to tylko w żartach.

    OdpowiedzUsuń
  14. Cytat jaki masz na stronie w opisie - dokładnie te słowa przytoczył nam ostanio wykładowca. Są one niesamowicie mądre!
    Jak ja bym chciała mieć edukację za sobą :D co jak co, ale na razie męczę się z sesją ;P

    OdpowiedzUsuń
  15. No ja podstawówkę bardzo dobrze wspominam, chyba najlepsze czasy :)
    No gimnazjum to była masakra, miałam myśli samobójcze, nie widziałam sensu życia itd to było okropne. W liceum odżyłam. Może dobrze nie było, ale źle też nie. Ale teraz jak skończyła liceum, brakuje mi tej szkoły, przerw, dziewczyn. Tęsknie trochę. Ale taka kolej rzeczy, teraz studia. Podobno najlepszy etap w życiu. Zobaczymy :)

    OdpowiedzUsuń
  16. A ja będę dobrze wspominać Liceum, bo tam odkryłam przyjaźń, pierwszą miłość, wspaniałych ludzi. Przede mną jeszcze studia i nie mogę się doczekać, aż się tam znajdę. Ciekawa jestem, jakim okresem dla mnie będzie ten etap w życiu. Jak go będę wspominać. Czy będzie on równie burzliwy, jak ten licealny szał? Czy może już bardziej dojrzale podejdę do życia i uspokoje trochę sztormy? Zobaczymy.

    OdpowiedzUsuń
  17. Świetny post :)! Masz dar pisania .
    Zapraszam:
    mystersdaria.blogspot.com
    Jeśli mój blog Ci się spodoba zaobserwuj go, a z pewnością zrobię to samo ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Technikum będę wspominać bardzo dobrze. Ja chyba jestem tą "potulną" uczennicą, o której piszesz choć tak naprawdę nie wiem co przez to rozumiesz..Potrafię wypowiedzieć swoje zdanie, nie mam problemu, ze zgłaszaniem się jeśli znam odpowiedź na zadane pytanie, nie jestem milcząca. Niemnie jednak nie wyrzucali mnie z klasy, nie było pyskówek bo to jak sama określasz "nie mój charakter". Jestem mentalnie "stara", dojrzała, mam specyficzne zapatrywania na wiele spraw i często to słyszę..Odbieram to jako ogromną zaletę bo nie uległam tendencjom ostrych imprez, palenia skunów czy popisywania się przed kolegami. Jestem indywidualistką i cienie to w sobie.
    Każdy okres nauki będę wspominała z sentymentem bo naprawdę mam świetną klasę obecnie i poprzednie również była dla mnie jak najbardziej na plus. Szkoda, że u Ciebie wygląda to w taki a nie inny sposób..Może studia Ci to zrekompensują ..

    OdpowiedzUsuń
  19. Najlepiej wspominam chyba podstawówkę, ale gdy byłam w klasach 1-3. Bo później już wiele rzeczy się zmieniło, może nie było najgorzej, ale też nie najlepiej. Zwłaszcza jeśli chodzi o nauczycieli. Zmieniła się dyrektorka, która tak docinała sobie z moją matematyczką, aż ją zwolniła, bo się bała,że tamta może jej zagrażać. Była wielka afera, a od strony pozostałych nauczycieli wyczuwało się napiętą atmosferę. Poza tym miałam postrzeloną polonistkę, która oskarżyła moją koleżankę o dyrygowanie nauczycielami. Klasa się trochę podzieliła na grupki, osoby, które nazywałam przyjaciółkami tak na prawdę nimi przestały być. Stałam się im obojętna i chciałam, aby wszystko było tak jak dawniej. Jednak tak się nie stało i do pierwszej klasy gimnazjum łudziłam się,że jakoś to się zmieni. W gimnazjum natomiast wszyscy u mnie w klasie chodzili do tej samej podstawówki.Nie wiem dlaczego nas tak przydzielili, ale to nie był dobry pomysł ( i ja głupia nie chciałam się przepisać, bo chciałam być z tymi dziewczynami w klasie). Jakoś udało nas się w miarę zgrać szczególnie w trzeciej klasie, którą najmilej wspominam. Aż trudno mi w to uwierzyć. Wtedy uważałam,że mam świetną klasę, ale z perspektywy czasu stwierdzam,że wcale nie była taka świetna. Trudno było mi się w niej odnaleźć, bywało,że wszystkie dziewczyny poszły sobie razem na imprezę, a mnie nie zaprosiły. Co dla mnie nie było takie miłe, zwłaszcza,że nie zaprosiły mnie i mojej koleżanki. Po prostu ta klasa nie była taka świetna jak sobie wyobrażałam, z nią tylko imprezy był fajne.
    A liceum jeszcze nie oceniam. Wszystko może się zdarzyć. Póki co mam klasę, w której nikt nie jest chamski, raczej każdy miły dla kazdego. Nie ma kozłów ofiarnych, ani ludzi, którzy uważają się za lepszych od innych. Moja klasa jest trochę zbyt cicha i niezgrana. No i poza tym mamy swoje "kółko pedalskie". Czyli chłopaków trzymających się razem, nie chcą rozmawiać z dziewczynami i własnie brakuje mi takiej integracji między chłopakami i dziewczynami.

    OdpowiedzUsuń
  20. Haha, widzę, że nie tylko ja robiłam żarty kucharkom:D Wymienianie karteczkami to było coś! Najcenniejsze były te brokatowe, najlepiej z witcha (te czarodziejki, kojarzysz? :D). Czuję się jakbym czytała o swojej klasie - unihokej, palant i wieczne kłótnie między dziewczynami. Do tego you can dance i filmy o tańcu (Step up!) to było coś. Wycieczki klasowe w podstawówce były niesamowite, to dopiero były emocje, wyjechać gdzieś bez rodziców.
    Gimnazjum dla mnie także nie było przyjemne, choć z czasem doceniam jego wpływ na moją osobowość. Mam twardszy tyłek, dzięki temu, że nieraz mi się oberwało (słownie w sensie), a złośliwości nie robią już teraz na mnie takiego wrażenia jak kiedyś. Ja w gimnazjum byłam niesamowicie nieśmiała, obrażalska i, teraz to widzę, nudna jak cholera. Nie wiem jak ze sobą wytrzymywałam w tamtym czasie:)
    Liceum to też dla mnie swego rodzaju wybawienie. Ogrom zmian jaki się we mnie dokonał jest zdumiewający. Ta dziewczyna, którą byłam w gimnazjum już nie istnieje, Bogu dzięki. Jestem znacznie pewniejsza siebie, a czas zweryfikował znajomości, które miały być "na całe życie".
    Coś się kończy coś się zaczyna! :D Studia na pewno będą świetne.

    OdpowiedzUsuń
  21. Wiem, że to dziwne, ale najgorsza była podstawówka.
    Byłam dziwnym dzieckiem, nie akceptowanym przez klasę, nie chcącym się dopasować do nudzącego mnie i dołujacego świata. Z ulgą wracałam do domu, gdzie mogłam czytać cały czas, nie musiałąm przebywać z ludźmi... W piątej klasie wpadłam w taki zupełny dołek, depresję, pzrez piątą klasę do teraz zostało mi brzemię nienawidzenia siebie, niepewności, niewiary w siebie.
    Szósta była trochę lepsza. Do gimnazjum chodziłam tego samego, co podstawówka. jakos ułożyłam sobie życie, ale ciągle na krawędzi, ciągle czegoś szukając, męcząc się, chowajac w cieniu. Ciągle mi dokuczali, ciągla się śmiali. W tzreciej gimbazie cieszyłam się, że znikam z tego świata. Do liceum chodzę pierwsza klasę, wiec trudno ocenić, wparwdzie harówka jest straszna- a oceny zaczynają uczyć pokory- ale ludzie są fajniejsi, i pojawia się wiara w siebie. Trochę wychodzę z ciemnego okresu piątej klasy.
    Tak, liceum jest najfajniejsze.
    Może jeszcze klasy 1-3 były niezłe, bo ignorowałam świat i czytałam na potęgę, ale teraz juz tak życ nie potrafię.
    Cóż, tak niestandardowo żyłam w tych młodszych klasach...

    OdpowiedzUsuń
  22. jej, Twój post uruchomił lawinę wspomnień :D sklepik szkolny, to było coś! ja dobrze wspominam wczesną podstawówkę i późne liceum. wszystko, co było pośrodku było nie najlepsze.. a najgorsze gimnazjum, szykany, prześladowania, takie tam..

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja wszystkie etapy edukacji wspominam bardzo miło. Podstawówka - wiadomo, beztroski czas, milion pomysłów, nieograniczona wyobraźnia plus dochodziły do tego moje wyniki w nauce oraz szkoła muzyczna. Super czas. W gimnazjum było też super, pierwsze doświadczenia wszelkiego rodzaju itd. Liceum - kontynuacja gimnazjum plus rozwijanie zainteresowań. Muszę przyznać, że wszystkie te lata byly dla mnie udane i aż łezka mi się w oku kręci, kiedy sobie pomyślę, że teraz to już tylko studia...i praca :(
    www.mormorando.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  24. Cóż, u mnie jest trochę inaczej. Podstawówkę chcę wymazać z pamięci. Poniżano mnie i dokuczano mi każdego dnia. Dopiero w gimnazjum byłam kimś. Dobrze się uczyłam, można nawet powiedzieć, że stanowiłam swego rodzaju klasowy "autorytet". Dogadywałam się z całą klasą. Nie było sytuacji, które Ty opisałaś. (Może dlatego, że mieszkam na wsi?) Liceum to koszmar. Klasa jest podzielona na grupki, każdy obgaduje każdego. Są nawet osoby, z którymi ani razu nie zamieniłam słowa, a dwa lata chodzę z nimi do klasy. O studiach wolę na razie nie myśleć. Trochę mnie przerażają...

    OdpowiedzUsuń
  25. Najlepiej wspominam gimnazjum - szalone ,ale miłe lata :D

    OdpowiedzUsuń

To dzięki Wam mam siłę pisać.