Nie wiedziałam, że będzie aż tak ciężko. W szkole mamy taki zapierdziel, że już nie wiem, jak się nazywam. Codziennie po siedem, osiem lekcji (na początku plan był taki piękny, ale nieco się zmienił, gdy doszły zajęcia dla maturzystów), po południu angielski albo rosyjski (jak wiecie, z hiszpańskiego musiałam zrezygnować po trzech latach nauki) i całe wieczory spędzone z zeszytami, podręcznikami, notatkami. W trakcie weekendów rezygnuję ze spania do 12 i wstaję wcześniej, uczę się, aby przynajmniej wieczór mieć spokojny. Jeśli wychodzę, to tylko w piątki. Ostatnio zrobiłam wyjątek dla koleżanki, która robiła osiemnastkę w sobotę i głupio byłoby nie wpaść, choć nauki miałam po uszy.
W tym tygodniu łącznie miałam OSIEM sprawdzianów, jedno dwugodzinne wypracowanie i jedną kartkówkę (!). I nikogo nie obchodzi zasada maksymalnie trzech sprawdzianów tygodniowo, kiedy my miewaliśmy po trzy DZIENNIE.
Jestem przemęczona. Odpoczynku i relaksu potrzebuję w trybie pilnym. Na szczęście nie stresuję się już tak jak kiedyś, przez te wszystkie lata w liceum nabrałam dystansu. Moje oceny są jednak naprawdę niefajne, wyłączając może z tego matematykę (3,0) i WOS (4,0), o które na razie jestem spokojna. Nie zmienia to jednak faktu, że martwi mnie kilka innych przedmiotów. Po pierwsze - jedynki z lektur pomimo ich czytania. Nigdy nie przyzwyczaję się do idiotycznych pytań w rodzaju: w której scenie po raz pierwszy pojawia się...? opisz wszystkie sceny z udziałem... w jakiej scenie dowiadujemy się o...? Te sprawdziany naprawdę są trudne do przejścia. Wiem, że czytam dla siebie, że to na pewno zaprocentuje na maturze, ale to cholernie demotywujące. Średnia z polskiego: 2,3. Druga sprawa - coraz słabsze oceny z angielskiego. W całej mojej edukacyjnej karierze nigdy nie miałam końcowej oceny niższej niż pięć. Zdarzało się, że załapałam jakąś trójczynę, ale od razu szłam i ją poprawiałam, bo wstyd. Dziś dostałam pierwszą swoją dwóję z angielskiego w życiu. Ogólna średnia: 3,8. Cudownie, po prostu zajebiście. O, rozszerzone matury z obydwu powyższych przedmiotów - żegnajcie, pocałujcie mnie w dupę.
Pomijając już sprawy szkolne, generalnie też nie jest wesoło. Dziś Wujek został przewieziony z OIOM-u do zakładu opieki długoterminowej. Pisałam o wszystkim kiedyś tam. Jest w śpiączce prawie od dwóch miesięcy. Nie ma żadnej zmiany, nie pogarsza się, ale też nie polepsza. Wiecie, bardzo długo go nie odwiedzałam. Dziadkowie chodzili do szpitala codziennie, mama co kilka dni. A ja ciągle nie. Bałam się. Nigdy nie byłam w szpitalu, nie wiedziałam, co tam zastanę. Kiedy weszłam tam pierwszy raz i zobaczyłam Wujka z rurką tracheotomijną w gardle, podłączonego do respiratora i miliona innych urządzeń, usłyszałam te wszystkie jednostajnie pikające maszyny, chciałam odwrócić się i wyjść, wybiec, nigdy więcej nie wracać. Powstrzymałam się. Podeszłam bliżej. Wtedy poczułam, jak w oczach wzbierają się łzy. Nie rozpłakałam się, dałam radę. Śpiączka to dziwny stan. Człowiek otwiera oczy, ale nie patrzy. Te oczy są takie nieobecne, jakby za mgłą. Nie wiadomo, czy cokolwiek słyszy, ale wszyscy mają nadzieję, że tak i mówią, mówią, mówią. Był też ksiądz. Udzielił rozgrzeszenia, błogosławieństwa. Była msza w intencji Wujka. O zdrowie, boże wsparcie. Rozmawiałam ostatnio z mamą, próbowałyśmy to wszystko racjonalnie wytłumaczyć. Jaki to wszystko ma sens? Czy to jakaś próba? Dla nas, dla Wujka? Mój Boże, nie wiem, po co to wszystko, ale mam nadzieję, że wiesz, co robisz.
W tym tygodniu łącznie miałam OSIEM sprawdzianów, jedno dwugodzinne wypracowanie i jedną kartkówkę (!). I nikogo nie obchodzi zasada maksymalnie trzech sprawdzianów tygodniowo, kiedy my miewaliśmy po trzy DZIENNIE.
Jestem przemęczona. Odpoczynku i relaksu potrzebuję w trybie pilnym. Na szczęście nie stresuję się już tak jak kiedyś, przez te wszystkie lata w liceum nabrałam dystansu. Moje oceny są jednak naprawdę niefajne, wyłączając może z tego matematykę (3,0) i WOS (4,0), o które na razie jestem spokojna. Nie zmienia to jednak faktu, że martwi mnie kilka innych przedmiotów. Po pierwsze - jedynki z lektur pomimo ich czytania. Nigdy nie przyzwyczaję się do idiotycznych pytań w rodzaju: w której scenie po raz pierwszy pojawia się...? opisz wszystkie sceny z udziałem... w jakiej scenie dowiadujemy się o...? Te sprawdziany naprawdę są trudne do przejścia. Wiem, że czytam dla siebie, że to na pewno zaprocentuje na maturze, ale to cholernie demotywujące. Średnia z polskiego: 2,3. Druga sprawa - coraz słabsze oceny z angielskiego. W całej mojej edukacyjnej karierze nigdy nie miałam końcowej oceny niższej niż pięć. Zdarzało się, że załapałam jakąś trójczynę, ale od razu szłam i ją poprawiałam, bo wstyd. Dziś dostałam pierwszą swoją dwóję z angielskiego w życiu. Ogólna średnia: 3,8. Cudownie, po prostu zajebiście. O, rozszerzone matury z obydwu powyższych przedmiotów - żegnajcie, pocałujcie mnie w dupę.
| typowy weekend maturzysty |

Ja w porównaniu z Tobą to mam naprawdę w szkole luz.
OdpowiedzUsuńWspółczuję sytuacji z wujkiem. Brat mojej mamy jest dla mnie jak starszy brat i naprawdę nie wyobrażam sobie, żeby go zabrakło.
Ja nie wiem czy to ja mam jakąś dziwną szkołę czy inni. W życiu moja klasa nie dałaby się wrobić w 8 sprawdzianów w ciągu tygodnia, bez przesady. Chyba, że kartkówkę nazywacie sprawdzianem, bądź tydzień wcześniej przełożyliście spr na następny tydzień - to się nie liczy. Uczniowie sami tego chcieli. A jak jest tak jak piszesz to w nie powinniście się na to godzić ! Jesteście normalnymi ludźmi jak nauczyciele a nie cyborgami.
OdpowiedzUsuńJak nigdy nie byłam jakimś geniuszem w szkole, tak w 3 klasie mam najlepszą średnią niż w przeciągu poprzednich dwóch klas. Jest o wiele lepiej. Nie wiem co Wy za szkoły macie ;o
A co do Twojego wujka to znam to. Miałam podobną sytuację z babcią początkiem roku, która niestety nie przeżyła tego.
Kobieto, ogarnij się. Moja babka od polskiego w klasie maturalnej stawiała mi same banie, czasami dwóje. Moje sprawdziany, kartkówki i wypracowania ginęły w tajemniczych okolicznościach, kiedy tylko chciałam iść z nim do dyrekcji. Nie chciała dopuścić mnie do matury. Nie sprawdziła mi ani jednej matury rozszerzonej. Przygotowywałam się do niej SAMA, bo na korki nie było mnie stać, a w szkole byłam gnojona. Zdałam na 80%. Wiem, że wynik nie powala, ale jak na samotne przygotowania do rozszerzenia nie jest źle. Zamiast się załamywać - weź się w garść, a później 'serdecznie' jej podziękuj. Mega satysfakcja.
OdpowiedzUsuńJa się strasznie cieszę, że skończyłam liceum i jest to wszystko za mną :) nie muszę się uczyć czegoś, co nie sprawia mi frajdy ;)
OdpowiedzUsuńJa olałam przygotowania do matury. Matura to bzdura! Jednakże będę trzymać kciuki za jak najwyższe wyniki ; >
OdpowiedzUsuńTekst mnie powalił, miałyśmy z tego beke przez pół godziny chyba, teraz się nie wydaje takie śmieszne,ale na imprezie było...
wiesz, mi nauczyciel od matmy groził banią na koniec i niedopuszczeniem do matury także ^^ a zdałam i o patrz, dostałam się na uczelnie :D nauczyciele muszą czynić swą powinność, żeby im dzieciaki na łeb nie wlazły ;D
OdpowiedzUsuńTylesprawdzianów to i ja nie mam ale sama sie doigrałam niesystematyczności! 3 klasa to porażka i w liceum i w gimnazjum bo sama nie nadazam. Nawet te kilka dni we wszystkich św. spedze nad ksiazkami wiec to jest jakas masakra.
OdpowiedzUsuńankagrzanka.blogspot.com
O szkole to mi nawet nie mów. Kusi mnie tygodniowe L-4, ale jak tylko pomyślę o tych wszystkich zaległościach... Już wolę się tam męczyć.
OdpowiedzUsuńCały czas wierzę, że z wujkiem będzie dobrze. W końcu musi, prawda?
Ja w pewnym momencie odpuściłam oceny co nie znaczy, że przestałam pracować i się starać. Robię tyle ile jestem wstanie zrobić, nic ponad siły. No bo po co? Wiadomo, są okresy cięższe ale staram się je jakoś przetrwać. Pomęczyć się trochę by móc później odpoczywać.
OdpowiedzUsuńksiążki Kiełbasy! TE WSPOMNIENIA *-* haha.
OdpowiedzUsuńwiesz co miałam podobnie, jak chyba wszyscy maturzyści... nie słyszałam jeszcze o żadnej szkole, w której respektowaliby zasadę 3 sprawdzianów tygodniowo. walcz! będzie tylko lepiej, do matury jeszcze daleeeeeeko :)
Aż nie chce mi się wierzyć, że gdzieś w Polsce aż tak łamią zasady w szkole. Przecież trzy/cztery sprawdziany na tydzień to już dużo, a co dopiero dwa razy więcej. Ogromnie współczuję. Chyba powinnam zacząć doceniać moje 6 lekcji cztery razy w tygodniu, mimo, że jestem w drugiej klasie liceum i mam trzy rozszerzenia, czuję luz. Ciekawe jak długo to potrwa...
OdpowiedzUsuńNie wiem co Ci powiedzieć na temat śpiączki, jak wesprzeć. Trzeba być po prostu dobrej myśli i nie tracić wiary. Wiem, że to może być trudne, bo jest wiele różnych przypadków, ale nie poddawaj się i myśl pozytywnie. :)
Właśnie, nowy program, który wydaje się być totalnie beznadziejny... Podobno mają zrezygnować z tych czteromiesięcznych wakacji :( Oczywiście od mojego rocznika! W sumie tak naprawdę nie wiadomo do końca jak będzie wyglądała nasza matura. To jest cholernie niesprawiedliwe. W ostatnim czasie powiedzą nam o jakiś nowych zasadach, i co? Mam się do nich ot tak przyzwyczaić? Nie rozumiem tego systemu. Jesteśmy po prostu rocznikiem na którym testują nowy program :/
UsuńWłaśnie chyba najbardziej obawiam się ustnych i z angielskiego i z polskiego. Chociaż z anglika można trochę pozmyślać, a na polskim trzeba się wykazać wiedzą :/ Nie mam pojęcia nawet czy zdam, ale skoro jesteśmy eksperymentem, to może potraktują nas ulgowo :D
UsuńCo do szkoły klasę maturalną trzeba przetrwać po prostu to wszystko zaprocentuje w wyniku, zobaczysz wiem co mówię i wiesz jaką będziesz miała satysfakcje jak wyjdziesz z ostatniego egzaminu i powiesz " dałam z siebie wszystko" to jest cudne uczucie :) a co do Twojego wujka, dziś w radio usłyszałam, że w fundacji "budzik" obudziła się 16-letnia dziewczynka po 7 miesiącach także nie trzeba tracić nadziei bo Ci ludzie czują to :)
OdpowiedzUsuńU mnie w liceum były możliwe maksymalnie dwa sprawdziany tygodniowo, ale też nie oznaczało to, że nauczyciele się do tego stosowali, bo czasem po prostu niektóre sprawdziany wpisywali jako "kartkówki", którymi tak naprawdę nie były, ale wszystko było zgodne z prawem...
OdpowiedzUsuńNajgorzej, kiedy zła ocena demotywuje do dalszej nauki.
Nigdy nie spotkałam się z takim typem sprawdzianów z lektur, ale muszę przyznać, ze to głupota. Nawet jak czytam zwykłą rozrywkową książkę, to po lekturze miałabym problem z przypomnieniem sobie, w jakiej sytuacji poznaliśmy dana postać. Ale życzę szczęścia i nie poddawaj się. Przynajmniej z angielskiego, bo widzę, że lubisz ten język :)
jeju, wiem, co czujesz, mam dokładnie to samo, w szkole wszyscy chcą wszystkiego, a z polskiego same szmaty za lektury mimo ich czytania ( u mnie mają one wagę 3, więc w ogóle kosmos ). pozdrawiam i mam nadzieję, że z wujkiem wszystko będzie dobrze!
OdpowiedzUsuńA mi się wydaje, że mam tak ciężko w szkole, wolę się nie zastanawiać co będzie za rok, bo chyba bym w ogóle nie wytrzymała.
OdpowiedzUsuńKolega mojej dobrej koleżanki niedawno wybudził się ze śpiączki, trzeba czekać i mieć nadzieję ;)
Bóg wie co robi :)
OdpowiedzUsuńCo do szkoły, wiem co czujesz :) Mimo że moja matura dopiero za jakieś półtora roku, już mamy nawał pracy :)
Pozdrawiam :D
Negatywne rzeczy zawsze idą serią, niestety.
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki i wierzę, że sobie poradzisz.
Co do nauki - też mam ogrom rzeczy do przyswojenia. A drugie tyle mam do przeczytania, cały czas książki i książki. Obecnie staram się wszystko wyprzedzać, bo zakupiłam pozycje dla mojej biednej duszy i chciałabym w końcu się do nich dobrać! :)
Matura Matura - Cyrk na kółkach. Widzę że wszędzie tak samo. Ostatnio pisałam u siebie jak pięknie załatwiła mnie rodzona matka, generalnie w tygodniu sypiam po 3, 4 godziny. Kiedyś przecież trzeba się nauczyć.
OdpowiedzUsuńTrzymam za Ciebie [siebie z resztą też] kciuki ;*
Życie maturzysty naprawdę ciężkie, wiem po swoich znajomych. Współczuje sytuacji z wujkiem. Trzeba wierzyć, że będzie dobrze. Trzymaj się!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Współczuję tylu sprawdzianów. Przy tak wielkiej ilości i tylu rzeczy do nauki, nie wiadomo za co się zabrać. U mnie w szkole też często nie przestrzegają tego, ile możemy mieć sprawdzianów w tygodniu. Robią, bo tak im wygodnie, a jak mówimy że nie mogą zrobić sprawdzianu, to przecież można dużą kartkówkę z takiego materiału jak sprawdzian - ich rozwiązanie. O dziwo średnią mam w miarę wysoką, ale to chyba przez zawodowe, bo z nich mam same piątki, gorzej z rozszerzoną matmą i chemią :(
OdpowiedzUsuńU nas też by tak było. W życiu byśmy się nie zgodzili na tyle sprawdzianów... U Was jest inaczej, bo sobie na to pozwoliliście i to był błąd. A jeżeli już to rodzice powinni reagować na wywiadówce czy coś. U Nas to zawsze pomaga. Oczywiście masz rację, że znajdą na to sposób ale trzeba ich uświadomić ile nauki macie i też jesteście zmęczeni.
OdpowiedzUsuńJeju, naprawdę się tyle uczysz? Ja bym tak nie mogła, jestem strasznym leniem ostatnio, chociaż matura już za pół roku. Ja mam średnio 8 lekcji w tygodniu, a w poniedziałek 9. Początkowo byłam tym przerażona, ale z czasem się przyzwyczaiłam. Życzę powodzenia :) A, i z Kiełbasy również korzystam :D
OdpowiedzUsuńNasi nauczyciele też nie zważają na to, że mogą być tylko 3 sprawdziany. Cisną nas mocno chociaż to zaledwie 2 klasa LO.. Będzie gorzej, czuję to w kościach.
OdpowiedzUsuńtaka-se-nazwa.blog.onet.pl
Też jestem tegoroczną maturzystką, znam ten ból, właśnie siedzę nad podręcznikiem od rosyjskiego. Przykro mi z powodu wujka, mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze.
OdpowiedzUsuńTeż mam nauki po uszy, chociaż jestem dopiero w drugiej liceum. Czas dla siebie to teraz pojęcie abstrakcyjne. Ale sprawdziany z lektur faktycznie masz dziwne, u mnie na szczęście aż tak szczegółowych pytań nie ma, zwariowałabym chyba.
OdpowiedzUsuńwiem wiem ,ale dziekuje.;)
OdpowiedzUsuńU mnie nie lepiej. Ale spodziewalam sie ,ze tak bedzie.
OdpowiedzUsuńJa tam i tak chętnie wróciłabym do szkoły ;P
OdpowiedzUsuńEh, ja w tym roku piszę sprawdzian szóstoklasisty :P
OdpowiedzUsuńTeż mam całą masę nauki, chociaż jestem w drugiej liceum, cała ta męczarnia czeka mnie w przyszłym roku. Jestem pewna, że ze wszystkim sobie poradzisz, chociaż dla mnie to niewyobrażalne, żeby w jednym tygodniu mieć tyle sprawdzianów, chociaż jak trzeba, to trzeba. :) Bardzo mi żal Twoje wujka, ale ja zawsze wychodzę z założenia, że jeśli w życiu toczy nam się tak, a nie inaczej, to nie przypadkiem. Nad tym wszystkim czuwa Bóg i ma w tym jakiś cel.
OdpowiedzUsuńNa burza--mysli.blog.onet.pl, NN. Zapraszam! :)
Masakra! Miewalam po 4-5 testow tygodniowo, ale 8? W sumie nie ma co tu porownywac gimnazjum do liceum... Juz sie boje co bedzie ze mna za pare lat, jak ja juz teraz nie wyrabiam...
OdpowiedzUsuńTo straszne co sie dzieje z Twoim wujkiem, mam nadzieje, ze niedlugo wszystko pojdzie w dobra strone ;)
Ja też nie znosiłam klasówek z lektur, ale ja czytałam tylko streszczenia i jakoś na trójki pisałam, co i tak jest porażką, bo skończyłam humana z tróją na świadectwie... No trudno.
OdpowiedzUsuńWierzę, że dasz radę i poradzisz sobie w szkole! ;)
każdemu potrzebny jest odpoczynek. ja ostatnio też mam wrażenie, że brakuje mi godzin w dobie, ale z drugiej strony wiem, że nie siedzę bezczynnie.
OdpowiedzUsuńtotalna masakra!!! zapraszam do siebie - http://podrozepasjefotografie.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńTo trochę się uspokoiłam, że nie tylko u mnie tak to wygląda. Sen zimowy to całkiem dobre rozwiązanie, tylko trochę trudne do wykonania.. Niestety trzeba jakoś przeżyć bez pójścia na skróty, może nasza ciężka praca sprawi że kiedyś osiągniemy coś dobrego.
OdpowiedzUsuńChciałabym móc Cię jakoś pocieszyć, dodać Ci wiary i polepszyć nastrój choć odrobinę i wesprzeć, ale moje możliwości są dość ograniczone, to tylko internet, niestety...
OdpowiedzUsuńZrelaksuj się, zrób coś dla siebie, odpocznij choć przez chwilę. Załóż słuchawki i nie myśl o niczym. A dla Ciebie mam tą oto piosenkę:
http://www.youtube.com/watch?v=hbJuEFs7-kU
Tak, to prawda, w akademiku trwa cały czas impreza ; > jesteśmy tego przykładem xd niestety lub stety jak kto woli ; >
OdpowiedzUsuń